24.01.2014

Jodi Picoult "Krucha jak lód"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Krucha jak lód
Tytuł oryginału: Handle with care
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Cena: 36 zł
Liczba stron: 613

Zmagając się z chorobą dziecka...

Dla każdego rodzica najważniejsze jest tylko jedno: by ich dzieci były zdrowe. Niestety, życie to nie koncert życzeń. Nie jest także sprawiedliwe. Dlatego właśnie Charlotte i Sean O'Keefe zmagają się z największą tragedią, jaka może dotknąć rodzicieli: chorobą ich sześcioletniej córeczki Willow. Narodzenie dziecka, mimo że było ono wyczekiwane i bardzo chciane, spowodowało nieodwracalne zmiany na gorsze w życiu rodziny - pasmo bezsennych nocy, rosnące długi...
Wkrótce małżeństwo staje przed pytaniem: co stałoby się, gdyby o chorobie Willow dowiedzieli się dużo wcześniej niż to faktycznie miało miejsce? Czy mała wtedy w ogóle by się narodziła...?

Jak poradzić sobie ze świadomością, że najbliższa nam osoba cierpi na nieuleczalne schorzenie?

Ci z Was, którzy czytają mojego bloga regularnie - a także ci, którzy znają mnie osobiście - zdążyli się już chyba zorientować, że lubuję się w powieściach dotykających ciężkie życiowe tematy, a Picoult uważam za pisarkę, której takowe dzieła są idealne w każdym calu. Moja przygoda z tą kobietą zaczęła się od sięgnięcia po Bez mojej zgody przez zupełny przypadek, którego nie żałuję ani trochę. Od razu wiedziałam, że inne książki jej autorstwa też muszę przeczytać.

Krucha jak lód, o ile dobrze pamiętam, była drugą, na którą się zdecydowałam. Mimo ogromnego zachwytu nad poprzednim tytułem, tutaj dręczyły mnie wątpliwości: a co, jeżeli to był jednorazowy wyskok, jeżeli inne pozycje są kiepskie, a ja się napalam jak głupia nie wiadomo na co? Na szczęście szybko okazało się, że nie miałam absolutnie żadnych podstaw do obaw.

Jodi jak zwykle zaserwowała nam ciężką tematykę - i znów jest to choroba dziecka. Powtarzalność tego samego motywu w niczym jednak nie przeszkadza. Autorce udało się ponownie stworzyć porywającą, łapiącą za serce historię i ani przez chwilę nie ma się wrażenia, że się powtarza.

Co uwielbiam w jej twórczości, to fakt, że możemy poznać myśli i odczucia każdego jednego bohatera, a to dzięki rozdziałom pisanym z ich perspektywy - tak jest i w przedmiocie dzisiejszego wpisu. Uważam taki zabieg za strzał w dziesiątkę - opowieść z punktu widzenia jednej osoby byłaby niepełna, niekonkretna. Przecież dramaty ludzkie mają to do siebie, że każdy przeżywa je na swój własny, indywidualny sposób, prawda?

Kolejnym plusem całości jest fakt, że zmusza do myślenia, do chwili zastanowienia się nad sobą i życiem. Co my zrobilibyśmy, gdyby to nasze dziecko było chore? Czy w ogóle podjęlibyśmy się zadania, jakim jest opieka nad takim człowieczkiem? Jak odbiłoby się to na naszym życiu, związku, karierze, psychice? Sądzę, że dobra lektura charakteryzuje się właśnie między innymi tym, że nie przechodzi bez echa, że wprawia w zamyślenie. I wzrusza. Bo jak tu nie uronić łzy, czytając o dziewczynce, która nigdy nikomu krzywdy nie zrobiła, a tak cierpi? Jak nie współczuć rodzicom, którzy muszą dźwigać ciężar nieszczęścia swego dziecka i patrzeć na to, jak się męczy?

Chociaż zdążyłam się przekonać, że Picoult lubi zaszokować czytelnika nieoczekiwanym zwrotem akcji, zakończeniem, którego nikt się nie spodziewał, fakt, że znowu to zrobiła, zadziwił mnie strasznie. Spodziewałam się czegoś mocnego na koniec, to prawda. Ale coś takiego w życiu do głowy by mi nie przyszło.

Tak więc dzisiaj...
Cztery gwiazdki. W ostatniej chwili zdecydowałam się jednak zabrać jedną za powtarzalność motywu, mimo że podczas pochłaniania kolejnych stron zupełnie mi to nie wadziło.

2 komentarze:

  1. Nie przeszkadzało, ale porządek musi być:-))). Oryginalność pomysłów to priorytet.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.