29.12.2013

Valerie Tasso "Dziennik nimfomanki"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Valerie Tasso
Tytuł: Dziennik nimfomanki
Tytuł oryginału: Diario de una ninfómana
Wydawnictwo: Amber
Tłumaczenie: Barbara Kitlińska i Ewa Ratajczyk 
Cena: 37,80 zł
Liczba stron: 301

Kiedy życiem rządzi uzależnienie...

Val jest dwudziestodziewięcioletnią kobietą. Pochodzi z dobrego domu. Jest wykształcona. Ma przyjaciół, pracę. Perspektywa jej kariery również wygląda obiecująco. Jednakże nie to wszystko jest sensem życia głównej bohaterki Dziennika nimfomanki. Bo istotą jej żywota jest seks. Swoje potrzeby zaspokaja w licznych przygodach, nawet z nieznajomymi. Dzięki temu czuje, że żyje. Nie myśli o życiu takim, o jakim marzy większość kobiet: o kochającym mężczyźnie u boku, o gromadce dzieci. Jednak pewnego dnia spotyka człowieka, w którym się zakochuje. Niestety, zbyt późno orientuje się, że ulokowała uczucia w prawdziwym potworze...

O tej głośnej autobiografii słyszał chyba każdy z nas. Jeżeli nie czytaliście książki, to pewnie wielu z Was oglądnęło film, prawda?

Osobiście zrobiłam wyjątek od reguły i najpierw obejrzałam film, a potem sięgnęłam po ten hiszpańskojęzyczny bestseller. To z kolei spowodowało, że kiedy zabierałam się do czytania, spodziewałam się czego innego. Jednak bardzo miło się rozczarowałam.

Mam wrażenie, że twórca filmu skupił się bardziej na ukazaniu życia erotycznego Val. Sama zainteresowana jednak w swoim dzienniku chciała - według mnie - powiedzieć nam, czytelnikom, jak ciężko jest zawalczyć o normalne życie, zwłaszcza jeżeli wdepnęło się w bagno, jakim jest toksyczny związek i kiedy rządzi nami uzależnienie.

Wiele razy słyszałam: tego czytać nie warto, to jest słabe, wydasz niepotrzebnie pieniądze, stracisz czas. Nikt nie potrafił sensownie uargumentować swojego zdania. Dorobiłam sobie więc teorię, że może książka jest wulgarna, że może oprócz scen erotycznych, opisanych prostackim językiem, nie zawiera w sobie nic, a jeżeli jednak coś, to nie jest to warte uwagi. Ale, niespodzianka: nic takiego nie zauważyłam. Owszem, opisy przygód łóżkowych są, i to nawet powiedziałabym, że dość liczne. Języka, jakim zostały opisane, nie nazwałabym mimo wszystko przesadzonym. Za to urzekła mnie historia tego trudnego związku. Lubię czytać o takich ciężkich przeżyciach, pozwala mi się to zastanowić: a co ja bym zrobiła na miejscu tej osoby? Poza tym, cenię sobie pozycje, w których aż emocje się wylewają. I tutaj, według mnie, to następuje.

Kolejnym plusem podmiotu dzisiejszego wpisu jest to, że przedstawione nam wydarzenia faktycznie miały miejsce, osoby także istniały - choć sama autorka przyznaje na samym początku, że nazwiska zostały zmyślone, by chronić prywatność tych ludzi. Nie zmienia to jednak faktu, że Tasso podzieliła się z nami kawałkiem swojego życia. I to tym najcięższym.

Myślę, że nagadałam się wystarczająco, pora na ocenę...

Cztery gwiazdki. Za autentyczność. Szczerość. Dosadność. Za to, że czytało się bardzo szybko. Mimo to, brakuje mi czegoś - nie potrafię nawet powiedzieć, czego - za co mogłabym przyznać piątą gwiazdkę.

1 komentarz:

  1. Może się skuszę, choć raczej unikam takich rewirów.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.