16.11.2013

Stephen King "Carrie"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Stephen King
Tytuł: Carrie
Tytuł oryginału: Carrie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Danuta Górska
Cena: 32 zł
Liczba stron: 205

Kiedy przebiera się miarka...

Szesnastoletnia Carrietta White nigdy nie była zwyczajną dziewczyną. Nie miała koleżanek. Nie interesowali ją chłopcy. Nie chodziła na żadne bale. Miała za to matkę-fanatyczkę religijną, której wiara przyjęła najbardziej skrajny i przerażający wyraz, jaki tylko mogła, i zdolności, okrutne zdolności, które nie wróżyły niczego dobrego dla osób z jej otoczenia. Pewnie pośrednio dzięki zachowaniu rodzicielki, bohaterka była idealnym obiektem drwin dla szkolnych znajomych. Kiedy pewnego dnia ta buntuje się i idzie na doroczną szkolną zabawę, gdzie pada ofiarą kolejnego, bardzo wyrafinowanego żartu, miarka się przebiera. W tym momencie rozpętuje się prawdziwe piekło...

Jak źle może się skończyć długotrwałe znoszenie krzywd psychicznych?

Po Carrie sięgnęłam ze względu na to, że chciałam obejrzeć ekranizację, która niedawno weszła do kin - nigdy nie oglądam filmu, jeżeli przedtem nie przeczytałam książki. I choć już od dawna męczy mnie myśl, że Kinga to ja czytam zdecydowanie za dużo, muszę odpocząć, czuję przesyt - okazja nadarzyła się bardzo szybko i wykorzystałam ją.

Musicie wiedzieć, że nie miałam co do tej książki właściwie żadnych wymagań - poza tym, że jeżeli jest to horror, to powinnam się bać. Nie licząc tego - wiedziałam tylko tyle, że całość w jakimś stopniu dotyczy fanatyzmu religijnego, a więc czegoś, co mnie intryguje. Co otrzymałam?

Coś dziwnego. Coś, co jednocześnie uważam za spieprzoną robotę, a jednak dobrą. Z jednej strony: gniot, z drugiej: prawdziwy horror. Dlaczego czuję takie sprzeczności?

Bo nie da się ukryć - większość historii zwyczajnie mnie nudziła. Nie było nic konkretnego, właściwie żadnych interesujących treści - poza tymi, które dotyczyły matki głównej bohaterki. No, dobra - początek też mi się podobał, ale jednak... Cały czas czekałam, aż coś zacznie się dziać, na początek katastrofy albo chociaż jej zapowiedź. A tymczasem King, jak to ma w zwyczaju, pozwolił akcji płynąć tak, jak chce, czyli bardzo powoli. 

Co mi się bardzo nie podobało, to to, że w pewnych miejscach dało się zauważyć zwyczajne spoilery. A przynajmniej ja za spoiler uważam zdania typu zostały mu niecałe 2 godziny życia (cytat niedokładny, chciałam jedynie naświetlić, o co mi chodzi). Nie lubię takich wtrąceń, uważam to za psucie zabawy - wolę sama w trakcie czytania odkrywać, co i komu się stanie.

Mimo wszystko jednak, Carrie nie jest złą książką. Nie zważając już na to, że godne uwagi wydarzenia zaczęły następować dopiero na około sto pięćdziesiątej stronie - a całość ma dwieście pięć - prawda jest taka, że jak już faktycznie się rozkręciło, to na maksa. Jeszcze chyba nigdy nie miałam w rękach takiego horroru. King uchyla nam rąbka tajemnicy, kto zginie - a jednak, kiedy akcja osiągnie szczyt, jesteśmy przerażeni. Stephen to mistrz budowania napięcia, opisywania chwil grozy. A jednak dopiero tym tytułem udało mu się mnie tak naprawdę wystraszyć. To było coś rewelacyjnego. Chłonęłam to i nie mogłam przestać, nie chciałam przerwać, dopóki nie dowiem się wszystkiego. I tak też zrobiłam. 

Trochę żałuję, że całość jest tak krótka - a zwłaszcza, że rozpęd nastąpił tak późno - ale, z drugiej strony, co za dużo, to niezdrowo - sztuczne przedłużanie też wpływa na jakość książki, o czym wiemy chyba wszyscy doskonale.

Ile gwiazdek dzisiaj dam, jak myślicie...?
Cztery. Mimo chęci, nie jestem w stanie odpuścić tak długiego okresu trzymania w niepewności. I to nudnej niepewności.

8 komentarzy:

  1. Chciałabym Ci w takim razie polecić porównanie wszystkich ekranizacji Carrie i jej książkowej wersji przez Mysz, która napisała na ten temat świetną notkę. Nie oglądałam ostatniej wersji, ale z przyjemnością przeczytałam. Choć jest w notce trochę spoilerów, więc może lepiej najpierw obejrzeć :) http://myszamovie.blogspot.com/2013/10/theres-something-about-carrie.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy dam radę przebrnąć przez wszystkie ekranizacje - raczej nie. Ale jedną na pewno obejrzę. Może dla porównania: starszą i tą najnowszą.

      Usuń
    2. King rzadko miał szczęście do dobrych ekranizacji. Wystarczy wspomnieć "To". Oby z najnowszą "Carrie" poszło twórcom lepiej

      Usuń
  2. Przecież już od początku Carrie mamy zapowiedź katastrofy - widać to np. z wycinków gazet, itp. to raz, dwa, to przykładowe zdanie, które nazywasz spojlerowaniem, to przecież właśnie podnoszenie napięcia i znowu zapowiadanie jakiegoś nieszczęścia, katastrofy i to nie jest nic konkretnego... W sumie oczekiwałaś horroru pełnego napięcia i większej ilości akcji, a Carrie to jednak w największej mierze powieść psychologiczna + epistolarna + domieszka horroru przez końcowe wydarzenia. Mi takie połączenie się bardzo podobało, jak na debiut, to dla mnie nie gniot, a bardzo dobry start. Te wszystkie notki, niby-wywiady ze swiadkami nadawały całej historii realizmu, jakby King starał się nam powiedzieć, ta telekineza naprawdę do cholery istnieje, a tutaj macie, do czego może dojść, gdy trafi się na jednostkę dręczoną niesłusznie, gnębioną psychicznie, itp! :) A sam portret psychologiczny Carrie - przerażający, tak samo, jak jej matki-fanatyczki. Brrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - te wycinki to zapowiedź katastrofy, jednak tych wycinków było dużo, a akcja posuwała się wolno, za wolno. W pewnym momencie zaczęło mnie to nudzić.
      Podnoszenie napięcia przez napisanie wprost, kto umrze? Ja to postrzegam inaczej ;)
      W ogólnym rozrachunku też mi się podobało - inaczej nie dałabym 4 gwiazdek.

      Usuń
  3. Cztery gwiazdki dla "gniota", to mało:-))? Ja też nie przepadam za książkami, w których zbyt długo czekać trzeba, zanim coś zacznie się naprawdę dziać.
    Nawiasem mówiąc, książki przeważnie lepsze są niż ich ekranizacje. Może by w takim razie odwrócić kolejność, czytając je dopiero PO obejrzeniu filmu. Muszę to rozważyć:-).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze wszystkich książek Kinga "Carrie" oceniam najsłabiej. Może dlatego, że to była jego pierwsza książka i jeszcze szukał swojego stylu

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię książki Kinga jednak ta średnio mi przypadła do gustu.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.