03.08.2013

Kolumna dyskusyjna: czytelnictwo w Polsce

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Witam w sobotę!

Dzisiejszy wpis będzie pierwszym z cyklu nazwanego Kolumną dyskusyjną, zapowiadanego już od jakiegoś czasu na oficjalnym fanpage'u Internetowej Biblioteczki.

Dziś chciałabym z Wami porozmawiać o czytelnictwie w naszym kraju.

Jak ważne jest czytanie, jakie korzyści płyną z regularnego wykonywania tej czynności wie każdy z nas, tego tłumaczyć nikomu nie muszę. Popieram, popierałam i zawszę będę popierać wszelkie akcje mające na celu propagowanie oddawania się w lekturze. Przyznam jednak, że czegoś tutaj nie rozumiem.

Od kiedy pamiętam, wokół literatury jest szum. Rodzice, nauczyciele, osoby dorosłe krzyczą POZIOM CZYTELNICTWA SPADA! MŁODZIEŻ NIE CZYTA! Aha.
To samo jest teraz. Tylko że jesteśmy w erze portali społecznościowych typu Facebook, które umożliwiają zakładanie fanpage'ów. I tu się zaczyna. Miliard stron poświęconych literaturze - tego nie potępiam, a wręcz przeciwnie, pochwalam. Wiele z nich ma nazwy typu Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki czy Tylko szlachta czyta książki. Gdyby to były tylko żartobliwe, chwytliwe nazwy, wszystko byłoby OK. Mam jednak wrażenie, że osoby zakładające strony tego typu, a także ich użytkownicy, biorą to wszystko na poważnie i w ich wpisach faktycznie czasami widać, że czują się jak szlachta (właściwie są samozwańczą szlachtą) z tego względu, że czytają.
Fora internetowe? Udzielam się. Dość często zdarza mi się widzieć posty osób, które się witają ze stałymi bywalcami. Systematycznie czytam teksty w stylu należę do tego elitarnego grona, które czyta! i autentyczny zachwyt.

... Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, o co tutaj chodzi?

Jasne, znam sporo osób, które nie czytają. Bo nie lubią, bo nie mają czasu. Nie neguję istnienia takich osób. Ale żeby zaraz uznawać, że spotkania z literaturą są na tyle rzadkim zjawiskiem, że aż egzotycznym? Tego nie pojmuję.

Więcej niż osób nieczytających, znam moli książkowych. Niemal każda osoba, z którą mam stały kontakt, regularnie coś podczytuje. Internet pełen jest portali czytelniczych, które na brak użytkowników nie mogą narzekać. To samo, jeżeli chodzi o blogi - przecież internetowe pamiętniki poświęcone książkom to wcale nie jest coś, na co trudno się natknąć. Nas, bloggerów-recenzentów, jest strasznie dużo.

Dlaczego więc uparcie się twierdzi, że mało kto czyta? Czy ktoś ma jakieś dane, rzetelne dane, które mogłyby tę tezę potwierdzić? W twierdzącą odpowiedź na pytanie drugie szczerze wątpię.

Kochani, jak myślicie? Czy poziom czytelnictwa w Polsce jest naprawdę tak alarmująco zły, jak to się słyszy? A może to zwykłe szukanie dziury w całym?

20 komentarzy:

  1. Szczególnie na Kwejku można odczuć te euforię z czytania. Umiejętność czytania porównałbym do gotowania - zwyczajnie nie ma się czym jarać. To powinien być standard, a nie wiedzieć czemu ludzie traktują to jak... niezwykle trudną sztukę, będącą wyznacznikiem zajebistości. Nie tędy droga...

    Myślisz że z czytaniem nie jest tak źle? Zależy. Według mnie istnieje pewna zależność między wykształceniem, a zamiłowaniem do czytania. Rzecz jasna osoby wykształcone, chętniej sięgają po książki. Pracowałem kiedyś na magazynie, wśród kilkudziesięciu kolegów magazynierów, może jeden czy dwóch czytało cokolwiek.

    W czasach telewizji i odmóżdżających programów seriali, wielu dojrzałych/starszych ludzi woli uwalić się w fotelu i bezmyślnie gapić w ekran.

    Myślę, że mogłoby być lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej zawsze mogłoby być - takie moje zdanie. Jednak w sytuacji, kiedy naprawdę wielu ludzi czyta, mimo to słyszy się alarmujące słowa KSIĄŻKI ODCHODZĄ W NIEBYT, wychodzi to zwyczajnie śmiesznie.
      Zależność: osoba wykształcona-czytająca to zupełnie inna sprawa i nie zawsze się sprawdza.

      Usuń
  2. Owszem śmiesznie to brzmi, ale może brzydko mówiąc: wjedzie to jakiemuś tłukowi na ambicję i zacznie on dzięki temu czytać.

    Sam lata temu czytałem dużo, ale jedynie z interesującej mnie dziedziny. Któregoś razu przy znajomych dotarło do mnie, że gdy rozmowa schodzi na literaturę, prócz jednej dziedziny w której byłem "ekspertem" nie miałem o czym gadać. To zmotywowało mnie do sięgnięcia po inne pozycje.

    I dlatego ten nowy trend może się okazać dobry, bo paru głąbów poczuje się gorszych i postanowi sięgnąć po książki, czego normalnie by nie zrobili.

    Ta zależność nie zawsze się sprawdza, zgadzam się, ale przynajmniej z moich doświadczeń wynika, że w dużej mierze jest słuszna. Bo jeśli w dzisiejszych czasach ktoś kończy edukację na gimnazjum to nie oszukujmy się: jest po prostu debilem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, że kończenie edukacji na gimnazjum nijak się ma do tego, czy czyta. Nie musi się mieć w ogóle.
      A motywować do czytania można w inny sposób; niekoniecznie poprzez wzbudzanie w osobach nieczytających poczucia, że są one gorsze - bo, tak naprawdę, nie są. Czytanie to tylko jedno z wielu dostępnych hobby, my czytamy, ktoś inny gra w football. A nieczytanie wcale nie musi oznaczać, że ktoś jest głąbem.

      Usuń
  3. Nie zgodzę się z Tobą. Wg mnie, jeśli ktoś nie dostał się do liceum lub technikum to musiał być wybitnym kretynem. Są oczywiście wyjątki od reguły, ale uogólniam.

    Oczywiście że można motywować w inny sposób, ale jakoś nikt tego nie robi. Dlatego też ja ciesze się z tego zjawiska, bo chociaż jest irytujące, to jednak może sprowadzić parę osób na dobrą drogę.

    Oczywiście że osoba nieczytająca nie musi być głąbem, ale i tutaj uogólniam. Jeśli ktoś dużo czyta, to siłą rzeczy poszerza słownictwo, zdobywa nowe informacje, rozwija wyobraźnię, poszerza horyzonty... To rzutuje na wiele aspektów życia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uogólnianie jest złe; tak myślę.
    Niestety, masz rację co do tego, że są inne sposoby, ale nikt ich nie rusza. A przecież wystarczy pokazać człowiekowi, że jest wiele różnych gatunków literatury i kazać mu poszperać - gatunków jest tyle, że nie wierzę, że ktoś nie znalazłby nic dla siebie.
    A co do cech osoby oczytanej - jasne. Tylko że osoba, która nie czyta, też może mieć bogate słownictwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uogólnianie jest złe, ale chyba nie mamy tu czasu i miejsca na bardziej szczegółowe zajmowanie się sprawą.

      Najlepiej by było, gdyby istniała jakaś kampania społeczna promująca czytanie książek, ale z braku takowej, trzeba się cieszyć choćby internetową nagonką, która nastała (na bezrybiu i rak ryba).

      Obyśmy tylko nie obudzili się kiedyś z ręką w nocniku, stawszy się tak zidiociałym narodem jak Amerykanie.

      Usuń
    2. Ale dlaczego nie mamy czasu? Nigdzie nam się nie spieszy.
      Ponadto, promowanie czytania książek powinno się odbywać bez ustanku.

      Usuń
    3. Hmmm, no ok. To zróbmy inaczej. Cała ta moda "czytam, wiec jestem zajebisty" do Ciebie nie przemawia, zgadzasz się też, ze przydałaby się jakaś porządna kampania społeczna, czy coś w tym guście (może jakaś reforma czy projekt w szkolnictwie?). Moje pytanie brzmi: czy Ty masz jakąś propozycję? Jakbyś to rozegrała?

      Usuń
    4. Co do reformy w szkolnictwie: na pewno nieco odświeżyłabym kanon lektur. Tylko że to jest bardzo trudne, żeby nie powiedzieć: niemożliwe do zrobienia. Brakuje czasu po prostu.
      Cała ta moda ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że widać miłośników czytania, można poznać podobnych sobie, jednak minus...czy naprawdę my, czytelnicy, musimy zadzierać nosa i pokazywać, że jesteśmy lepsi? Przecież nie jesteśmy.

      Usuń
    5. Zgadzam się - lekturami obrzydza się dzieciom książki. Jest wielu współczesnych pisarzy, którzy lepiej trafili by w gust młodych ludzi, ale ministerstwo woli trzymać się skostniałego wzorca sprzed kilkudziesięciu lat.

      Czy jesteśmy lepsi? Zależy. Można nie czytać, a być inteligentnym i wartościowym człowiekiem, albo... stać się bezmózgowcem dla którego całe życie toczy się wg schematu: praca, TV, sen. Tych ostatnich uważam jednak za gorszych.

      I ja bym im tego nie zabraniał, niech każdy robi z własnym życiem co zechce. Tylko że taki sposób na życie czyni danego osobnika zwykłym ignorantem i nieukiem.

      Usuń
    6. Jestem zdania, że jednak większość z obecnych lektur powinna zostać w kanonie - przecież to jednak daje jakieś pojęcie o historii etc., to są po prostu ważne pozycje. Uważam jednak, że zamiast straszyć dzieci/młodzież okropnymi sprawdzianami z treści - zbyt szczegółowymi! - można omawianie przeprowadzać inaczej. I jeszcze, dodatkowo, dać jakąś 'lżejszą' lekturę, najlepiej taką, którą mogłaby sobie wybrać dana klasa. Żeby pokazać, że czytanie nie musi być koniecznie złe, trudne i wymagające wysiłku.
      Co do bycia lepszym/gorszym...jasne, też mi się zdarza czuć wyższość nad kimś, bo czytam. Ale to nieliczne przypadki, osoby, które nie potrafią się wysłowić, kształtować własnych poglądów etc. A nieczytanie nie oznacza od razu, że człowiek nie potrafi poprawnie mówić, mieć własnego zdania i nie umie samodzielnie, logicznie myśleć. W sumie jest to dobry temat na kolejną dyskusję w kolumnie, nie sądzisz?

      Usuń
    7. Współcześni autorzy również piszą powieści historyczne używając do tego aktualnego, bardziej przystępnego dla czytelników/uczniów języka.
      Na przykładzie, pokuszę się o śmiałe stwierdzenie, że sienkiewiczowską Trylogię mogłyby zastąpić książki Jacka Komudy, których akcja toczy się w RON. Jego bohaterowie są bardziej autentyczni, styl pisania atrakcyjny, a detale (opisy strojów, zwyczajów, topografia...) dopracowane.
      W XIX wieku pisano książki pod czytelników tamtych czasów, chyba żaden autor nie zakładał, ze jego dzieło wejdzie do kanonu lektur. Tym samym tracą one na aktualności, a jedynie dają wyobrażenie o wyobrażeniu (masło maślane, wiem) pewnych spraw w tamtych czasach.

      Tak, to całkiem zacny temat, więc już tutaj zrezygnuje z tego wątku ;)

      Usuń
  5. Mam wrażenie, że z czytaniem jest, jak z lubieniem niektórych potraw. Jedni lubią czytać a inni nie. Jedni lubią gotowaną marchewkę a inni nie. Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek mnie do czytania zachęcał. Od zawsze czytałam i już. Tego typu czytelnicy robią to bo lubią i nie przestaną też czytać bez względu na modę. Nie uważam również, że ci co nie czytają są głąbami. Każdy powinien robić to, co lubi. A czy akcje typu "Nie czytasz nie idę z tobą do łóżka" faktycznie przynoszą coś dobrego nie mam pojęcia:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, żeby dobre skutki były na większą skalę, jednak jedna-dwie osoby mogą się jednak przełamać ;) Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ciekawy wpis. Ja sama znam niestety więcej osób nieczytających bądź czytających z musu. Brak czasu nie jest żadnym uzasadnieniem dla braku czytania, opierając się na badaniach czytelnictwa najwięcej czytających osób jest w wieku młodym, do 40 r.ż - a przecież to oni mają wtedy szkołę, studia, pracę, a jednak jak się chce, to czas się znajdzie ;)
    A na to, czy ktoś sięga po książkę, czy nie ma duży wpływ otoczenie - jeśli czytanie jest postrzegane jako coś bezużytecznego czy głupiego, to osoba z tego otoczenia sama z siebie nie zacznie raczej czytać.
    Zmiana kanonu lektur byłaby chyba najlepsza na początek. Zaraz po tym przydałoby się zmienić sposób nauczania o literaturze - tak jak wspomniałaś, sprawdziany z treści są bezsensowne. Mnie, choć chętnie i dużo czytam odkąd pamiętam, mocno zniechęcały takie sprawdziany i przepytywanie na lekcjach polskiego w LO. Efekt? Większość uczniów sięgała po ściągi i inne bryki, aby poznać treść i obronić się przed złą oceną. A przecież w czytaniu lektur niekoniecznie chodzi o to, aby wiedzieć, jak miał na imię pies Rzeckiego z "Lalki" (takie pytanie dostałam na sprawdzianie)...

    Pozdrawiam i dodaję do obserwowanych,
    Marlen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dodanie do obserwowanych i obszerną opinię ;)
      Cóż, wszystko zależy też od tego, jakiego nakładu czasowego wymagają nasze obowiązki, bo znam osobiście kilka osób, które mimo wszystko się nie wyrabiają i cierpi na tym czytanie.
      Ja sama wzrastałam w środowisku, gdzie raczej wielkiego boomu na czytanie nie było, sama z siebie zaczęłam czytać, sama odkryłam tę pasję. Koledzy też raczej nie czytali, twierdząc, że to głupie, jednak ja się nie dałam.
      Sprawdziany z lektur są dobre, ALE tylko w przypadku, jeżeli pytania są o najważniejsze motywy, wątki w lekturze, a nie jaki sweter miał na sobie bohater danej książki na setnej stronie - a, niestety, często tak to wygląda. I potem nauczyciele często twierdzą, że młodzież nie czyta zalecanych im książek, podczas kiedy sami pytają o takie drobnostki, których nie sposób zapamiętać, chyba że człowiek nie ma innych spraw na głowie, to gdzieś tam to pomieści.

      Usuń
  7. Według mnie ten alarm o niskim poziomie czytelnictwa w Polsce jest trochę przesadzony, ponieważ ja znam dużo osób, które czytają. Może te statystyki są tworzone na postawie ilości zakupionych książek w księgarniach, a takie to nie są sprzedawane w dużych ilościach, bo ludziom bardziej opłaca się wypożyczyć książkę z biblioteki niż ją kupić i odłożyć na półkę po przeczytaniu. Ja jako osoba czytająca nie uważam się za lepszą od tych co nie czytają. Raczej dziwię się jak można żyć bez książek, bo ja sobie tego nie umiem wyobrazić.

    Co do lektur, to poprę poprzedników, ze warto by było wprowadzić zmiany w kanonie. Te klasyki polskich pisarzy powinny zostać, ale nowe książki tez są potrzebne, bo wiele z nich jest bardzo wartościowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej bym powiedziała, że statystyki są w ogóle zmyślone ;)

      Usuń
    2. Hmm całkiem możliwe, być może ten cały alarm jest po to, aby ludzie kupowali książki, chodzi im o kasę:-P

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.