05.08.2013

Kolumna dyskusyjna: czytam - czy to czyni mnie lepszym?

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Dzień dobry w ten piękny poniedziałek!

Nadal jestem w trakcie czytania kolejnej pozycji przeznaczonej do recenzji. Ale czy to oznacza, że do czasu, aż skończę, ma się tu nic nie dziać? Nie! Dlatego zapraszam do kolejnej dyskusji w ramach Kolumny dyskusyjnej. A dziś...

Ci z Was, którzy śledzili rozmowę toczącą się w komentarzach pod ostatnią notką, wiedzą, że konwersacja ta nieco zboczyła z pierwotnego kursu. Pojawiły się, między innymi, dywagacje nad tym, czy osoby obyte z literaturą, regularnie coś podczytujące, są w jakiś sposób lepsze od tych, którzy nie czytają w ogóle. I właśnie to będzie tematem dzisiejszych rozważań.

Jasne, jak już mówiłam: wszelkie akcje propagujące czytelnictwo zawsze popierałam, popieram i popierać będę. Jednocześnie jestem jednak zdania, że z czytaniem jest jak z footballem. Bieganiem. Rysowaniem. Słowem: z każdą możliwą formą spędzania wolnego czasu. Jedni lubią usiąść i odpłynąć w fikcyjny, wytworzony przez autora świat, drudzy wolą w tym czasie pospacerować. Nie jest to nic złego. Akcje propagujące czytanie? Są czymś dobrym, ale ja od nich cudów nie wymagam. Nie da rady sprawić, by nagle rzucili się czytać wszyscy. Uważam jednak, że nawet garstka osób, która da się przekonać, to duży sukces i nawet z czterech czy pięciu nowych miłośników książek należy się cieszyć.
Nawiązując do ostatniego z wpisów, chyba dla nikogo - no, może poza tymi osobami, które nie mają kont na portalach społecznościowych typu Facebook - nie jest szokiem, że powstają strony o nazwach takich jak Czytam książki. Tak, jestem zajebista czy Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki. Przyznaję bez bicia: sama polubiłam te stronki, tak jak chyba wszystko, co związane z literaturą, a co wpadło mi w oko. Tylko że od pewnego czasu włos staje mi dęba na głowie, kiedy widzę, co tam się wyrabia.

Miałam nadzieję, że te nazwy fanpage'ów to taki chwyt reklamowy. Mocne wejście, które tylko zachęca do kliknięcia Lubię to!. I niestety, ale w wielu przypadkach tak nie jest. Strony, które mają - przynajmniej według mnie - zachęcać do czytania, propagować je, zamieniają się w siedlisko osób, które uważają się za władców świata dlatego, że coś czytają, przy czym wykazują się kompletną arogancją w stosunku do tych, którzy preferują inny sposób spędzania wolnego od obowiązków czasu. Ja się pytam: jakim prawem? Kto zezwala ludziom na tego typu samosądy? I - przede wszystkim - dlaczego nie potrafią oni zaakceptować odmienności drugiego człowieka? Dlaczego inne zainteresowania spotykają się z aż taką napaścią i pogardą? Pomyślałby kto, że czytelnicy to ludzie oczytani. A ludzie oczytani powinni trzymać jakiś poziom. Niestety, uparte wyśmiewanie ludzi, którzy od literatury stronią, tego poziomu nie pozwala utrzymać.

Ja sama dziwię się, jak można nie lubić czytać. Tym bardziej, że znam osoby, które nawet nie próbowały tego polubić, po prostu spojrzały na książkę, najczęściej grubszą - i najczęściej lekturę szkolną, bo nic tak nie zniechęca ludzi do literatury jak obowiązek czytania - i powiedziały nie. Nie, nie lubię. No ludzkie pojęcie to przechodzi. Mimo wszystko jednak, czuję się w obowiązku i takie podejście do tematu akceptować, tolerować. Bądź co bądź, nie moje życie, nie moja broszka. Mogę spróbować zachęcić zbłąkaną owieczkę (uwaga: epitet ten nie został użyty w celu obrażenia kogokolwiek!), ale nikogo nie mogę do niczego zmusić. Obrażać też nie. Wyśmiewanie to najmarniejszy, najmniej skuteczny sposób na przekonanie kogoś do czegokolwiek.

Żebyście nie pomyśleli, że jestem jakąś świętą, co się z samego nieba urwała. Czasami są chwile, kiedy czuję się lepsza. Ba, nawet często. Bo jakże tu nie czuć się lepszym od kogoś, kto nie dość, że nie czyta, to ma ubogie słownictwo, nie potrafi samodzielnie myśleć, kreować własnych opinii i poglądów? A przecież nieczytanie =/= głupota. Nie zawsze. Ale jednak czasem tak. I takie wyjątki od reguły kłują w oczy najbardziej...

A Wy? Jak zapatrujecie się na kwestię tych czytelników, którzy czują się lepsi od wszystkich, którzy nie czytają? Pochwalacie ich? Potępiacie? Są przypadki, w których rozumiecie tego typu zachowanie?

35 komentarzy:

  1. Poruszasz bardzo dobry temat. Czy czytanie powoduje że jesteśmy lepsi? Myślę że tak - zwiększa to nieco poziom naszej wyobraźni i kreatywności, ALE nie zawsze to się przekłada na coś pozytywnego. tak jak to zostało napisane powyżej niektórzy wolą się wyśmiewać i wywyższać z tego powodu. Myślę że tak naprawdę jest grupa krzykaczy którzy przeczytali kilka książek (co jest dla nich wysiłkiem) i muszą to obwieścić całemu światu. Nieco podobnie jest także z tzw. "hipsterami czytelniczymi" co kupują tylko alternatywne, nie-mainsteramowe księgi itp i muszą oczywiście się z tym afiszować różnymi tekstami i gadżetami, tworząc hermetyczne środowisko które mówi już swoim, zrozumiałem tylko przez siebie slangiem. Takie zachowanie można jednak obserwować praktycznie przy każdym hobby - zawsze się znajdzie grupa która stwierdzi że są lepsi dzięki temu co robią. Wynika to często z potrzeby akceptacji – w takiej grupie każdy jest tym lepszym od „szarej masy”.

    Nieco inną sprawą jest temat edukacji przez książki. Pewne obycie w rozumieniu pewnych rzeczy, wydarzeń czy zjawisk wymaga właśnie wcześniejszego przeczytania paru książek. Chociażby mitologia grecka, do której praktycznie większość sztuki europejskiej gdzieś ma nawiązanie. Podobnie jeżeli chodzi o Szepkspira, Dantego itp. którzy kładli kamienie milowe pod literaturę. Warto po prostu poznać pewne dzieła żeby zrozumieć inne. Tutaj jednak nie ma co wysmiewać, jedynie patrzeć z politowaniem że ktoś wypowiada się na temat, którego nie zrozumiał właściwie przez własne nie obycie w temacie. To akurat bardzo łatwo zweryfikować.

    Należy też tutaj dodać że czytanie nie wszystkiego jest dobre. Jest wiele pustych książek, z beznadziejną fabułą lub błahym przesłaniem, których czytanie to dosłownie strata czasu i pieniędzy na egzemplarz. Płytka literatura to zła literatura, a niestety takiej jest coraz więcej. Najgorsze jest jednak to, że połączenie czytelnika płytkiej literatury z wywyższaniem się to już istna katastrofa, co czasem można zobaczyć na facebooku, kwejku itp.

    Pozdrawiam serdecznie i również zachęcam do dyskusji ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma złej literatury, jest tylko taka, która nie przypada nam do gustu ;) A "płytka literatura" zła? Dlaczego? Nie wszystko, co czytamy, musi coś wnosić do naszego życia. Czasem można przeczytać coś tylko i wyłącznie dla wyluzowania się.

      Usuń
    2. Tutaj właśnie wchodzimy w bardzo grząski teren co oznacza "zła literatura". Oczywiście, że istnieje coś takiego - tak jak wszędzie. Można robić każde hobby na różne sposoby ale nie zawsze w sposób sensowny. Czytanie zawsze idzie w parze z jakąś wartością. Czy to jest poznanie czegoś nowego, czy odczucie pewnych emocji, przeżycie przygody razem z bohaterem książki itp. Książka którą czytamy bo jest modna, lub po której przeczytaniu właściwie nie wiemy po co ją czytaliśmy to właśnie tego typu kaliber. Oczywiście każdy ma to inaczej zdefiniowane, ale mimo wszystko lepiej jak książka wciąż będzie rozrywką na nieco wyższym poziomie niż programy w TV

      Usuń
    3. Książka modna nie musi oznaczać szmiry...

      Usuń
    4. Fakt, nie musi i nie ma co z tym polemizować. Niestety "mody" zwykle narzucają nam wydawcy, a nie czytelnicy czy autorzy. To oni decydują co będzie lepsze a co gorsze.

      Usuń
    5. Nie ma co się dziwić tego typu praktykom: bądź co bądź wydawnictwa z każdej sprzedanej książki mają kasę. Ale my, czytelnicy, mamy wybór, możemy się 10 razy zastanowić, zanim coś kupimy. O, widzę kolejny dobry temat, który można poruszyć w kolumnie - wartość literatury.

      Usuń
    6. Rzeczywiście zeszliśmy tematu głównego na wartość literatury. Mógłby to być kolejny świetny temat ;-)

      Usuń
    7. Zdecydowanie. Wdrożę go, jeżeli wpadnę na pomysł, jak to wszystko ładnie ująć.

      Usuń
  2. Dla mnie czytanie to... po prostu... standard. Standard człowieka wykształconego/obytego/wartościowego. Nie rozumiem jak można w ogóle nie czytać i nie lubić czytania, przecież nie trzeba być wcale wielbicielem Wielkiej i Poważnej Literatury wywołującej orgazm krytyków. Według mnie każda rozwija i wewnętrznie wzbogaca. Stąd też tak, czuję się lepsza od nieczytających osób. Czytelniczy snobizm? Jak najbardziej za. Przy czym w mojej ocenie hasła typu "Czytam książki. Tak, jestem zajebista" są bardziej próbą przełamania wciąż mimo wszystko pokutującego w pewnych kręgach stereotypu pt. "Czytam książki. Jestem nudziarą" niż okazywaniem snobizmu jako takiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten stereotyp jeszcze w ogóle istnieje?

      Usuń
    2. Raczej nie wymrze z dnia na dzień, choć ogólny trend jest rzeczywiście zgoła zupełnie przeciwny.

      Usuń
    3. Cóż, ja się z nim już nie spotykam. Aczkolwiek w tekstach typu "czytam, jestem zajebista" niewypowiadanych z humorem czy ironią, da się czuć pewną dozę zwykłej pogardy, poczucia wyższości.

      Usuń
  3. Ludzi potępiać można jedynie za ich czyny, a nie to czego... nie zrobili (o ile nie wyrządziło to nikomu szkody). Jeśli ktoś nie czyta to jego sprawa, piętnować go za to nie wolno.
    Ale z drugiej strony, uważam że osoby czytające można z automatu policzyć za lepsze od tych pierwszych (nadal nie obrażając tamtych).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie: dlaczego?

      Usuń
    2. Może głupi przykład, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić oczytanej osoby, która wychodzi na ulicę i zaczyna napadać na ludzi. To w ogóle nie pasuje do wizerunku typowego bandziora.

      Oczywiście wielu zbrodniarzy z kart historii było ludźmi wykształconymi i oczytanymi, ale to już inna kategoria.

      Usuń
    3. Przeczysz sam sobie. Piszesz, że nie potrafisz sobie wyobrazić oczytanej osoby, która napada na innych, jednocześnie pisząc, że wielu zbrodniarzy z kart historii to ludzie oczytani...
      I nadal nie rozumiem, dlaczego ktoś może uważać się za lepszego z takiego czy innego względu (pomijając pewne oczywistości, ja na przykład czuję się lepsza od morderców, gwałcicieli, pedofilów i innych typków spod ciemnej gwiazdy, ale wydaje mi się, że to normalne zachowanie).

      Usuń
    4. Panu Szyszkowi chyba nie do końca chodzi o osobę zbrodniarza, tylko o zwykłego szarego "blokowca" który kradnie torebki starszym paniom. Wątpię aby jakiś osobnik tego typu był oczytany - samo wyobrażenie sobie takiego człowieka byłoby co najmniej zabawne.

      Usuń
  4. Nie. Chodziło mi o zwykłych, "podwórkowych" bandziorów. Postacie pokroju np. Pol Pota to inna bajka.

    Osoby wykształcone czy też oczytane w moim mniemaniu mogą potencjalnie bardziej przysłużyć się społeczeństwu niż "szara masa", która potrzebuje jedynie jeść i spać (ewentualnie napić się piwa i pooglądać tv), dla społeczeństwa są bezwartościowi - przeżerają to co wypracują. Tych pierwszych bardziej już za sam potencjał, którym dysponują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego posługujesz się stereotypem mówiącym, że osoba, która nie czyta, to osoba na przemian śpiąca-jedząca-pracująca-zalegająca przed TV z piwem/wódką/innym alkoholem w zasięgu ręki?

      Usuń
    2. Wszystkich opcji naraz nie ogarnę, skupiam się na tym co najbardziej mnie razi. Gdyby podgonić ludzi do czytania, to mniej by było takich osobników jak opisałem ;)

      Usuń
    3. Im bardziej się na ludzi naciska, tym bardziej się oni opierają, pamiętaj.

      Usuń
    4. To już dziecinne podejście w stylu: zrobię mamie na złość i odmrożę sobie uszy :D
      Myślę że jak ktoś jest oporny, czy też woli poświęcać czas na inne rozrywki to nie zacznie czytać, ale może parę zbłąkanych owieczek jednak ujmie się honorem czy tez ambicją i postanowi sięgnąć po książki.

      Usuń
    5. Przymuszać nie ma sensu.
      Można zachęcać, ale co ludzie z tym zrobią, to już ich broszka.

      Usuń
    6. W sumie ta cała nagonka na nieczytających nie kwalifikuje się pod przymuszanie, co najwyżej wywieranie presji na tych, którzy zwrócą na to w ogóle uwagę.

      Usuń
    7. Pod przymuszanie - nie, pod obrażanie - tak. A nie powinno tego być.

      Usuń
    8. Zgodzę się, że idzie to w złą stronę i nieco nazbyt ostro.

      Usuń
    9. Ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu i na tym chyba możemy skończyć dyskusję ;)

      Usuń
    10. No ale, z tym "obrażaniem nieczytających" to chyba jednak Daria pewna przesada ;) Czy tylko dla mnie brzmi to absurdalnie?

      Usuń
    11. Być może nie masz Facebooka albo nie zaglądasz na takie strony. Ja jednak obserwuję, co się dzieje i niestety, ale niejednokrotnie widziałam różnego rodzaju "pojazdy" po nieczytających. To mój wymysł nie jest. Zresztą, inni użytkownicy tego typu stron też to zaczynają zauważać.

      Usuń
  5. Jestem osobą tolerancyjną, przynajmniej za taką się uważam, toleruję różnych dziwaków, więc i osoby nieczytające potrafię zaakceptować. A nawet muszę powiedzieć, że niektóre z tych osób cenię. Bo czy wszyscy muszą być oczytani? Odniosę się to trochę do tematu studiowania, a mianowicie czy faktycznie wszyscy muszą studiować? Nie i nawet lepiej, żeby tak nie było, bo kto nam wtedy kran naprawi, chleb upiecze? Podobnie jest z czytaniem.
    Może osoby nieczytające mają inne zalety?
    Pani Krysia ze sklepu nie musi czytać. Jeżeli lubi, to świetnie, jeżeli nie - też ok. Pan Zdzisio hydraulik może lubi czytać kryminały, a może woli oglądać sport w telewizji? Jego sprawa, jego wybór. I co z tego, że może nie są oczytani? Jak ja bez niego kranu sobie nie zrobię. Oprócz mądrości książkowej, jest coś takiego jak życiowa mądrość i czasami chylę przed nią czoła. Z resztą nie jest tak, że jeśli ktoś nie czyta książek, to nic nie czyta. Niektórzy sięgają po pisma branżowe, przy których czytaniu ja mogłabym usnąć...
    Natomiast drażni mnie chwalenie się tym, że się czytać nie lubi. Nie jest to powód do dumy, ale smutna prawda. Znam osoby, które chwaliły się, że zdały maturę, chociaż nie przeczytały w życiu żadnej książki. To już mi się nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dokładnie, mogę się pod tym podpisać rękoma i nogami.

      Usuń
  6. Dla mnie zła literatura, to opowieść źle napisana, posiadająca złą narrację, nieporadność słowną i stylistyczną. Tego typu książek obecnie jest bardzo dużo. Często wystarczy pomysł, a reszta dla wydawnictwa się nie liczy, bo gdyby się liczyła, wiele źle napisanych pozycji nie ujrzałoby półek w księgarni. Osobiście mogę czytać nawet o kiszeniu ogórków, jeżeli jest to świetnie napisane. Dlatego dla mnie dobra książka, to książka o świetnej narracji, doskonale skonstruowanych postaciach i szanująca logikę fabuła, dobrze, jeszcze jeżeli akcja przebiega zgodnie z prawami fizyki, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źle napisana, hm...to nadal subiektywne odczucie - coś, co dla nas będzie złą literaturą, dla kogo innego będzie świetne.

      Usuń
  7. Co oznacza bycie lepszym? Można być w czymś lepszym, zaś w czym innym gorszym. Lecz nigdy nie można o kimkolwiek powiedzieć, że jest od innego lepszy. Na potrzeby tego wątku, powiedzmy sobie (z przymrużeniem oka), że jesteśmy od niektórych "lepsi" ...w dziedzinie czytania. I tyle. Nie ulega wątpliwości, że czytać warto. Jak słusznie zauważyłaś, pomaga to opanować styl, sprawiając, że nasz język staje się finezyjny i nabiera precyzji.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.