31.07.2013

Stephen King "Joyland"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Stephen King
Tytuł: Joyland
Tytuł oryginału: Joyland
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Cena: 35,90 zł
Liczba stron: 334

Mroczny cień tajemnicy padający na wesołe miasteczko...

Złamane serce. Ból. Właśnie te dwa czynniki przywiodły Devina Jonesa do tytułowego Joylandu, wesołego miasteczka. Chcąc zapomnieć o ostatnim zawodzie miłosnym, dwudziestojednoletni bohater decyduje się podjąć pracę wakacyjną w parku zabaw. Już wkrótce przekonuje się, że nie jest to zwykłe miejsce, że wisi nad nim duch nierozwiązanej zagadki kryminalnej sprzed lat...

Czy to możliwe, by lunapark, kraina, która w założeniu ma sprzedawać zabawę dzieciom i ich rodzicom, nie była do końca bezpieczna? Czy nawet w takich miejscach czają się mroczne tajemnice?

Po najnowszego Kinga sięgnęłam właściwie przez przypadek. Ot, byłam w księgarni, zauważyłam tę pozycję i, kierując się przekonaniem, że King to dobry autor, wzięłam ją do domu. Jak się później przekonałam, był to pewnego rodzaju błąd...

To zdecydowanie nie jest typowa powieść tego autora. Nie jest napisana w stylu, jaki znamy, do jakiego nas przyzwyczaił. To nawet nie jest horror.

Osobiście uczucia mam bardzo mieszane. Owszem, czytało się szybko i lekko, ale, z drugiej strony...To zwykła, banalna historyjka o młodym studencie, który nie mógł poradzić sobie z opuszczeniem przez dziewczynę i postanowił wyjechać, znaleźć zajęcie, które odwiodłoby go od posępnych myśli, opowiadana przez niego samego po wielu latach. Przyznam szczerze, że akurat ten wątek wiał nudą. 

Jedynym mocnym punktem całości był motyw kryminalny, owa mroczna tajemnica, o której pisałam wcześniej, którą umieściłam w tytule opinii. Tutaj ogromne brawa dla Stephena - jej rozwiązanie wprawiło mnie w takie samo osłupienie, w jakie wprawiają mnie wszelkie dzieła Christie, królowej kryminałów. Nawet pod sam koniec, kiedy właściwie wszystko było już jasne, źle wytypowałam czarny charakter. A kiedy już wiedziałam, kto nim jest, nie mogłam uwierzyć.

Właśnie te dwie różniące się od siebie płaszczyzny - nudna opowieść o radzeniu sobie z zawodem miłosnym i porywający wątek kryminalny - sprawiają, że nie wiem, co myśleć. Do głowy przychodzi mi tylko jedno spostrzeżenie: dzieła Kinga są jak wino. Im starsze, tym lepsze. W miarę, jak o tym myślę, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w tym twierdzeniu coś jest. I że naprawdę starsze książki Kinga mają coś, czego nie mają obecne.

Joyland zostawiam z...
Trzema gwiazdkami. Nie jest to pozycja najgorsza, dobra na letnie wieczory, ale, jeżeli mówimy o królu horrorów, co najwyżej mocno średnia. Niemniej jednak fani lekkiej lektury, do której nie trzeba się zbytnio przykładać, powinni być zadowoleni.

6 komentarzy:

  1. Mi też się średnio podobało. W zasadzie Joyland sprawdza się jako bardzo dobra powieść obyczajowa, ale jako tylko dobra powieść Kinga. Dla mnie te wątki - kryminalny i nadprzyrodzony były jakby nienapisane tak jak ja bym chciała ;) Kryminalny w samej końcówce zrobił się wyjątkowo sztampowy, a nadprzyrodzony - miałam wrażenie, ze został napisany po łebkach. Ale brawa za wykreowanie środowiska w wesołym miasteczku, tego całego nieco hermetycznego kręgu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby King bardziej skupił się na wątku kryminalnym, całość wyszłaby troszkę lepiej, takie mam wrażenie.

      Usuń
  2. Mam w planie przeczytać 'Joyland'. Zerkałam na kilka recenzji i zdania są podzielone. Niektórzy mówią, że fajne inni, że nie... Ale tak to już jest z tymi książkami :)) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno o inną sytuację ;) Ilu ludzi na świecie, tyle gustów. A ile gustów, tyle opinii ;)

      Usuń
  3. Kiedy myślę o „Joylandzie”, zawsze budzi się we mnie wiele emocji. Nie oznacza to, że książka jest wybitnie genialna i każdy, kto ja przeczyta dozna katharsis. To wynika raczej z indywidualnego podejścia, chyba nazbyt emocjonalnego (widać to w recenzji). Co jednak zrobić, jeśli w tym danym momencie, właśnie ona mnie tak wewnętrznie porusza. „Joyland” doskonale szarpie za struny moich wątpliwości. Zyskał dla mnie symboliczny wydźwięk, jakowego raczej w założeniu autora nie było. Od momentu, gdy skończyłam czytać cykl „Mroczna wieża”, żadna książka Kinga mnie tak nie poruszyła. Chyba autor, w sposób niezałożony, ukolił mnie w najbardziej czułe miejsce. Ale to dobrze, tego oczekuje od literatury – osobistego poruszenia. Moja podróż kolejką w wesołym miasteczku „Joyland” była szalona, pobudziła zmysły i otwarła na nową możliwość. Wywołała oczyszczający strach. Niepokój, który pozostał, działa mobilizująco.

    http://alicyawkrainieslow.blogspot.com/2013/09/joyland-czyli-w-oczekiwaniu-na.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się całkowicie z pierwszą częścią Twojej recenzji: nie jest to typowa dla Kinga proza, choć czyta się ją lekko i przyjemnie. Wątek kryminalny mnie nie porwał, być może po prostu oczekiwałam od mistrza czegoś więcej. W jego książkach pociąga mnie ich lekko mroczny klimat, jakiś niesamowity magnetyzm, który sprawia, że o czym by dana powieść nie była, czyta się ją bez wytchnienia. Tutaj tego zabrakło.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.