27.07.2013

Stephen King "Christine"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Stephen King
Tytuł: Christine
Tytuł oryginału: Christine
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Agnieszka Lipska
Cena: 39 zł
Liczba stron: 526

Wpadając w sidła niebezpiecznej fascynacji...

Siedemnastoletni Arnie Cunningham nigdy nie miał w życiu lekko. Ciągłe szykany, ataki na jego osobę, rozkład zajęć podporządkowany rodzicom, a zwłaszcza lubiącej mieć wszystko pod kontrolą matce - to wszystko, co miał. Przez cały czas, od wczesnego dzieciństwa, przy jego boku trwał tylko jeden przyjaciel - Dennis. 
Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia. Na Cunninghama uczucie fascynacji i chęć pożądania Christine - dwudziestoletniego samochodu będącego, mówiąc delikatnie, wrakiem - spada jak grom z jasnego nieba. Oh, gdyby tylko wiedział, jak wiele tragedii może spaść na człowieka poprzez miłość do auta...

Czy przez silne uczucie można stać się zupełnie innym człowiekiem? Zmienić swoje priorytety? Oddalić się od rodziny i przyjaciół?

Zanim przejdę do opisywania swych wrażeń po przeczytaniu Christine, muszę Wam wyjaśnić pewną rzecz. Otóż, są 3 główne rzeczy, z którymi ja nienawidzę mieć do czynienia podczas czytania książki. 

Zaczynając od najmniej ważnej, pierwszą jest wykorzystywanie po raz kolejny tego samego motywu. Nie kłuje mnie to w oczy, jeżeli dana problematyka jest rozpatrywana z różnych stron, jeżeli autor potrafi sklecić różne, wciągające człowieka historie - to jest szczególnie ważne, kiedy twórca powiela motyw, którego dotknął osobiście w którymś z poprzednich dzieł. 

Drugi czynnik to język. Język ciężki do przebrnięcia, czasem trochę nieskładny - utrudniający czytanie. Chyba wszyscy mieliśmy kiedyś ochotę rzucić ciężką dla nas lekturę w kąt i więcej do niej nie wracać, prawda? 

Ale najgorsze - oczywiście, dla mnie i tylko dla mnie - jest bardzo powolne rozwijanie się akcji.

Zgadnijcie, z którym czynnikiem stanęłam oko w oko, zaczytując się w Christine? Jeżeli nie mieliście tej pozycji w ręku, pierwszy raz o niej słyszycie, podpowiem Wam: z trzecim.

Zdaję sobie sprawę, że King jest znany z tego, że w jego dziełach wydarzenia najpierw rozwijają się bardzo powoli, by później ruszyć pędem. Nie zmienia to jednak faktu, że przez pierwsze 250 stron opisywanego dziś tytułu się męczyłam. Jasne, na początku było fajnie, poznawałam bohaterów, zarys historii, ale...z czasem zaczęło mnie to nużyć. Chciałam, by coś się wydarzyło, niekoniecznie na dużą skalę - ale jednak, żeby cokolwiek zaczęło się dziać. Niestety, do dwieście pięćdziesiątej strony miałam tylko zapewnienia w stylu wkrótce zaczęło się dziać bardzo źle.

Na całe szczęście jest to jedyny minus, jedyna wada, o której dziś wspomnę. Jedyna, bo cała reszta była po prostu fenomenalna. Tak jak pierwsze 250 stron przetrawiłam ciężko, powoli, tak później... Później czytałam z coraz większym zaangażowaniem i chęcią. Z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój wypadków. Po raz pierwszy także doświadczyłam uczucia prawdziwego strachu podczas czytania. Do tego stopnia, że raczej odpuszczałam sobie czytanie wieczorami, w obawie o nocne koszmary.

Z rosnącym przerażeniem obserwowałam przemianę nieśmiałego, cichego chłopca w zaślepionego fascynacją do samochodu mężczyznę. Patrzyłam, jaką niechęcią, wręcz nienawiścią, darzy każdego, kto ośmieli się wytknąć mu bezsens tego, co robi. A także to, co pod wpływem tej nienawiści działo się w małym miasteczku...

Podsumowując...
King dostaje dziś ode mnie cztery gwiazdki. Jedną odjęłam za stanowczo zbyt wolne tempo akcji.

8 komentarzy:

  1. Mam apetyt na tę powieść. Muszę przeczytać! Mam nadzieję, że w końcu znajdę czas na Kinga.

    PS. Ładny szablon;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)
      Co do książki - polecam bardzo.

      Usuń
  2. Dla mnie w całej książce najciekawsza była przemiana głównego bohatera. Tak poza tym to troszkę wiało nudą, horror to dla mnie nie jest :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie trochę przeraziło to, co działo się z wrogami Arniego, ale nie spoilerujmy ;)

      Usuń
  3. Lubię Kinga, bardzo.
    Nie słyszałam o tej powieści jednak u Kinga właśnie "historia lubi się powtarzać".
    Może zerknę do tej i będzie inaczej, zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! :)

      Nie przeczytałam nic podobnego autorstwa Kinga, stąd brak moich podejrzeń.

      Usuń
  4. Będziesz miała jednak trochę na bakier z książkami Kinga:) Często tak jest, że osobom podoba się reszta książki oprócz właśnie gawędziarskiego początku. Na szczęście ja uwielbiam gawędy Kinga i sprawiają mi one przyjemność, jedynie zmęczył mnie początkiem w "Cmętarzu zwieżąt" i mam kilka książek, które uważam u niego po prostu za słabe całościowo, chociażby Rok wilkołaka, Komórka, Chudszy, nierówne opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście King jest autorem, dla którego warto przetrwać te nudne początkowe gadaniny ;)

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.