14.07.2013

Kerstin Gier "Z deszczu pod rynnę"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Kerstin Gier
Tytuł: Z deszczu pod rynnę
Tytuł oryginału: Für Jede Lösung ein Problem
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tłumaczenie: Urszula Pawlik
Cena: 29,90 zł
Liczba stron: 333

Gdy nic nie układa się po naszej myśli...


Każdy z nas ma czasami taki dzień, w którym absolutnie nic się nie udaje. Samochód nie chce zapalić, autobus się spóźnia, w szkole/pracy mają do nas pretensje...kto z nas tego nie zna?
Gerri to trzydziestoletnia kobieta. Wielu z nas powiedziałoby o niej: Boże, ale ta dziewucha ma pecha w życiu - mimo swojego wieku, nie ma ukończonych studiów, porządnej pracy, mieszkania, partnera, dzieci...nie ma też perspektyw na lepsze jutro. Dlatego też postanawia zakończyć te swoje nieudane życie. Okazuje się, że i to nie chce się jej udać...

Czy serię niepowodzeń ludzkich można obrócić w żart? Gier udowadnia, że tak.

Autorka w bardzo zabawny sposób przedstawia historię kobiety, której szczęście na oczy w życiu nie widziało. I to do tego stopnia, że bohaterka nie potrafi nawet bez przeszkód, skutecznie odebrać sobie życia...

Pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła, gdy już trochę wdrożyłam się w książkę, to skojarzenie z inną książką, ale też i filmem - Dziennikiem Bridget Jones. Czy przypadkiem i w jednym, i w drugim nie chodziło z grubsza o to samo? W obu dziełach były nieszczęśliwe, dojrzałe kobiety... Tylko że bohaterka Z deszczu pod rynnę planowała się zabić.

Nie jest to książka, przy której spędza się godziny, analizując każdą przygodę, która spotyka Gerri - to po prostu lekkie, napisane bardzo prostym językiem, czytadło. Idealne, jeżeli ktoś czyta wyłącznie dla rozrywki. Choć szczerze powiem, że ja bohaterce współczułam - ale ja w ogóle emocjonalna jestem i wszędzie szukam drugiego dna, w wielu przypadkach całkowicie niepotrzebnie.

Nie tego, co tu dostałam, szukam w literaturze, jednak absolutnie nie powiem, żeby czas spędzony przy książce tej autorki był czasem zmarnowanym.

Krócej rzecz ujmując...
Daję trzy gwiazdki. Pozycja ani mnie nie zanudziła, ani nie zostawiła po sobie jakichś większych śladów, emocji, czegokolwiek. Ot, miło się czytało. Jednak razi mnie podobieństwo, o którym pisałam już wcześniej...można się było pokusić o inną tematykę lub ująć temat jakoś ciekawiej - tak myślę.

4 komentarze:

  1. Ahahha "Zdjęcie znalezione na Google Grafika" xDD Wiesz, że jeśli klikniesz na zdjęcie, wejdziesz na stronę źródłową? To jak jakbym ja skopiowała twoją recenzję, wkleiła na swojego potencjalnego bloga i podpisała "Recenzja znaleziona w Google :) Jak już podajesz źródło, rób to z sensem. Każde zdjęcie, które jest w internetach, można znaleźć w Googlach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie wyszukuję za pomocą Google Grafika, nie wchodzę na strony źródłowe, toteż piszę taką adnotację, a nie inną - z prawdą się nie mijam ;)

      Usuń
    2. Ale po co to piszesz? Każde (prawie) zdjęcie jest gdzieś w googlach.

      Usuń
    3. Czuję się w obowiązku dawać takie adnotacje, jeżeli dane zdjęcia nie zostały zrobione przeze mnie. Inaczej czułabym się, jakbym kradła czyjąś pracę.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.