12.07.2013

Christiane F. "My, dzieci z dworca ZOO"

Zdjęcie znalezione na Google Grafika

Autor: Christiane F.
Tytuł: My, dzieci z dworca ZOO
Tytuł oryginału: Wir Kinder vom Bahnhof Zoo
Wydawnictwo: Iskry
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Cena: 24 zł
Liczba stron: 222

Kiedy nałóg rządzi naszym życiem...

Narkotyki to jedna z najniebezpieczniejszych dla nas rzeczy. Uświadamia się to nam od najmłodszych lat. Bo dragi osaczają człowieka, kuszą tym, że po nich samopoczucie jest lepsze. Spragnieni uczucia komfortu psychicznego, nawet nie wiemy kiedy - uzależniamy się. Niszczymy organizm. Dlatego tak bardzo chroni się nas przed zaczęciem ćpania.
Niestety, są ludzie, których problemów nie zauważał nikt. Ludzie, którym nikt nie starał się wpoić, jak wielką krzywdę mogą wyrządzić substancje odurzające. Przykładem takiego człowieka jest Christiane F. Dziewczynka, która pierwszą przygodę z narkotykiem - haszyszem - miała już w wieku dwunastu lat. A dalej było już tylko gorzej...

Co jest w stanie zrobić człowiek zdesperowany? Osoba opuszczona, pragnąca zwrócić na siebie uwagę? Dlaczego ktoś uważa, że ćpanie to dobre wyjście?

Christiane F. to prawdziwa osoba - dziś już dorosła kobieta. Prawdziwa jest również historia, którą nam opowiedziała. Historia o tym, jak, zaniedbywana przez rodzinę, próbowała szukać akceptacji i zrozumienia poza nią. O tym, jak znalazła to wszystko wśród ćpunów. I o tym, jak sama młodocianą ćpunką się stała. Niczego nie ubarwia, nie szczędzi nam szczegółów, nie ukrywa - wykłada wszystko jak kawę na ławę. Poznajemy wstrząsające, obrzydliwe wręcz detale z jej burzliwej młodości. 

Drastyczności całej opowieści - napisanej, jak już wspomniałam, językiem ostrym, dobitnym - dodają dołączone do niej fotografie. Chociażby zdjęcie typowego mieszkania narkomana. Lub martwej narkomanki.
Sama czytałam tę pozycję z przerażeniem i niesmakiem. Okrucieństwo z niej wyzierające było na tak wysokim poziomie, że musiałam sobie dawkować ją po kolei, dzień po dniu. Odetchnęłam z ulgą, kiedy czytać skończyłam.

Mimo to, uważam, że jest to tytuł, który powinien w pewnym okresie swojego życia przeczytać każdy. Ku przestrodze. By przeczytać relację prawdziwej dziewczyny, która wpadła w nałóg narkotykowy, by przekonać się, do czego to może doprowadzić. Być może tego typu terapia szokowa na kogoś wpłynie. Być może uratuje od tragedii choć kilka osób.

Kończąc swój wywód, My, dzieci z dworca ZOO zostawiam z...
Pięcioma gwiazdkami - pozycja rewelacyjna. Nie dlatego, że jest przyjemna, bo nie jest. Dlatego, że porusza bardzo poważny problem, nie owijając przy tym niczego w bawełnę.

2 komentarze:

  1. Takie książki jak ta są potrzebne, zwłaszcza gdy nie owijają w bawełnę i są czasem drastyczne, bo tylko w takiej, mocnej formie zwrócą uwagę czytelnika na dany problem. Prawdziwe historie, opowiedziane tak jak było, bez pomijania nieprzyjemnych faktów są najlepsze z książek o takiej tematyce. Jak mi się uda, to przeczytam tę powieść, nawet jeśli będzie trudna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniejsze są zdjęcia - je bardzo ciężko się ogląda. Ale chyba nie w każdym wydaniu są.

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Jestem wdzięczna za każdy komentarz - nawet krytykę, ważne, by była ona konstruktywna (nie podoba mi się + powód poważniejszy niż 'bo nie'). Chcesz, bym odwiedziła Twoją stronę? Wysil się i napisz sensowny komentarz.